Ciekawość ta doprowadzila do rozpoczęcia na Wysiłku wielu antologii opowiadan o kotach - fantastyczno-naukowych, fantasy, kryminalnych czy horroru. We jakichkolwiek tychże pokrojach oraz rodzajach literackich kot przewiduje sie dobrze, ba, odcisnal slady swoich lap chociażby w atmosfer! Jeżeli wiec kolejni potrafili, dlaczego nie my? Polska fantasy jak dotad nie eksploatowala nadmiernie kociego tematu. Postanowilismy nadrobic to lenistwo. -...nie dalo sie wytrzymac - musialem go poprosic, zeby sie zatrzymal oraz sprawdzilismy woz. Zaś znasz co sie okazalo? - mowil w rozproszeniu dalej rozgladajac sie mozliwie delikatnie również nie czekajac na odpowiedzi sierzanta. - Sie okazalo... - Zgubil tok perory, nerwowo omiatal spojrzeniem ulice. Oraz zero nie zauwazal. - A sie okazalo, ze - prosze ciebie - ze w bagazniku zostaly cztery karasie oraz zaczely sie psuc... Tak, psuc, kurza melodia... - Skonczyl mu sie zamiar. Zerknal na Devey'a. - Co istnieje? -Stop - mruknal Kat. Siedzial z pol minuty obojętny oraz zamyslony, w pojedynczym ze tutejszych slynnych transow skojarzeniowych, jak widok czegos uruchamial sortowanie kawalkow innych widokow, slow, gestow. Jak przyznal sie kiedys w powierzeniu Stevowi osobiście nie wiedzial co pamięta w glowie oraz mało nieprzerwanie dziwil sie, ze właśnie TOŻ zapór bylo. - Aha! Rozwiąż do smietnika, tam u hydrantu. Steve bezglosnie zgrzytnal zebami, nauczyl sie owej bronie w czwartym dniu wizyty tesciowej oraz szlifowal poczynienie poprzez pozostale szescdziesiat osiem dni jej pobytu. Devey opuscil szybe wolnym ruchem wysunal reke, nie patrzac siegnal do kubla oraz przeniosl do samochodu pewien ze zloto - karminowych papierkow. Foliowane od wewnatrz opakowanie slynnego batonika Paradiso, dwoch czekoladowych rurek wypelnionych roznym nadzieniem, na srodku jednej rurki migdal, drugiej - orzeszek laskowy, oba mieciutkie oraz pachnace. Opakowanie bylo zerwane w spirale, jakby ktos trzymajac sam kraj nerwowo, pospiesznie odwijal reszte papierka okraglymi systematycznymi treningami.